W walce ze smogiem zachodzą w Poznaniu niemal rewolucyjne zmiany. Zarząd Transportu Miejskiego poinformował, że od poniedziałku (2 grudnia) będzie wprowadzana bezpłatna komunikacja miejska w dni, gdy przekroczone zostaną nowe dopuszczalne normy stężenia zanieczyszczeń. Warunkiem jest, że dzień wcześniej będzie musiało dojść do przekroczenia poziomu stężeń zanieczyszczeń pyłowych PM10 powyżej 100 µ/m3 dla którejkolwiek ze stacji monitoringu państwowego na terenie Poznania. Prognozy na dany dzień także powinny wskazywać ryzyko przekroczenia wartości progowej.

Takie rozwiązanie to krok do przodu, od dawna postulowane przez Koalicję Antysmogową Bye Bye Smog. Pozostaje jednak jeszcze jeden problem – jak skutecznie informować mieszkańców o darmowej komunikacji, a także obowiązującym już w te dni zakazie palenia w kominkach i „kozach”.

Na podstawie uchwały antysmogowej Sejmiku Województwa Wielkopolskiego w sprawie wprowadzania na obszarze miasta Poznania ograniczeń lub zakazów w zakresie eksploatacji instalacji, w których następuje spalanie paliw stałych, z uwagi na przekroczenie wartości 50 µg/m3 stężeń pyłów drobnych PM10 oraz prognozowanie utrzymania się tego przekroczenia w dniu następnym, wprowadzono bowiem od 25 września br. na obszarze Poznania zakaz stosowania kominków opalanych drewnem, piecy kaflowych lub typu „koza” oraz kotłów węglowych nie spełniających wymagań Ekoprojektu.

No cóż, w Poznaniu wskaźniki stężenia pyłu PM2.5 wyniosły 35 µg/m³ – tj. ponad 140 proc. normy, bo dobowe stężenie nie powinno przekraczać 25µg/m³. Pyłu PM10 było w powietrzu 74 µg/m³, czyli aż 185 proc. normy! A powinno go być najwyżej 50µg/m³ i to nie częściej niż 35 dni w roku (przez 10 miesięcy roku bieżącego mamy już 41 przekroczeń). W tym sezonie grzewczym mieliśmy już 5 dni zakazu. Ale ani razu miasto nie zdecydowało się na wprowadzenie darmowej komunikacji publicznej.

Gdy w Paryżu zanieczyszczenie powietrza pyłem zawieszonym PM10 osiąga poziom 80 μg/m3 ogłaszany jest alarm smogowy. W polskich miastach taki poziom zanieczyszczenia nie budzi niepokoju urzędników odpowiedzialnych za jakość powietrza. Nic dziwnego – obowiązujący obecnie w Polsce poziom alarmowy jest prawie dwukrotnie wyższy i wynosi 150 μg/m3.