WIST

Promocyjne sztuczki
Mamy już trochę różnych doświadczeń z nowym prezydentem Poznania, a wkrótce będzie jeszcze ciekawej, bo czekają nas bliskie spotkania z licznymi kandydatami na prezydenta kraju. Tak w ogóle każdy prezydent to ma klawe życie. No, może nie takie jak „cysorz”, ale też niczego sobie. Coś powie, coś podpisze, kogoś odznaczy i w pałacu przyjmie albo pojedzie w gości do jakiegoś innego prezydenta. I tak przez całą kadencję, żyć nie umierać. Nie dziwi zatem, że chętnych do tego zajęcia przybywa. Szczególnie wzmożone zainteresowanie zapanowało w kręgach show biznesu. Jego przedstawiciele zwykle najlepiej wiedzą, gdzie są prawdziwe konfitury. Artysta Paweł Kukiz zachęcony sukcesem samorządowym postanowił kuć żelazo póki gorące i ochoczo wystartował w wyścigu do prezydentury. Kolejny muzyk Waldemar Deska, reprezentujący Partię Libertariańską (cokolwiek by to miało oznaczać) też zgłosił swe aspiracje. Z pogranicza mediów i polityki jest kandydatka SLD Magdalena Ogórek, która jest a jakoby jej nie było. No, po prostu mizeria z nią. Ale na lewicy zgłasza się tylu innych kandydatów, że „obecność inaczej” pani doktor Ogórek mało kto zauważy.
XXX
Największe partie polityczne też już wystawiły swych kandydatów i jak zwykle debatują oni na temat udziału we wspólnych debatach. Oczywiście ich nie będzie, ale pogadać o nich można. Przede wszystkim jednak kandydaci starają się rozmawiać z mieszkańcami Polski powiatowej i gminnej. „Dudabus” już krąży po kraju, inni pretendenci też będą pracowicie odwiedzać wsie i miasteczka, ściskać ręce i obiecywać ile się tylko da. Czasu do majowej elekcji jest jeszcze sporo. Wiele się też może jeszcze wydarzyć, za wschodnią granicą prawie wojna, a w kraju protestują a to lekarze, a to górnicy, a to rolnicy i kto tam jeszcze może. Niestety, nie wszyscy mogą strajkować i blokować, ktoś musi pracować i zarobić na utrzymywanie tego całego bałaganu.
XXX
Dotychczasowe pomysły na promowanie Poznania sukcesem nie są. Zabiegi o organizację wielkich imprez sportowych, forsowanie hasła „Poznań know how” i zmrożonej gwiazdki a nawet zapraszanie blogerów z całego świata, którzy na koszt poznaniaków mieli przyjeżdżać nad Wartę i ładnie opisywać zalety naszego miasta, choć kosztowne, większych pożytków nie przyniosły. Również kolejny pomysł by z naszego miasta zrobić drugi Sandomierz rozsławiony w telewizji przez Ojca Mateusza okazał się niewypałem. Film „Hiszpanka” mający popularyzować Poznań i zwycięskie Powstanie Wielkopolskie nie wzbudził większego zainteresowania u widzów. Nie pomogły ani efekty specjalne, ani skomplikowany scenariusz z udziałem sił nadprzyrodzonych, ani też kosztowna kampania reklamowa głosząca, że film sowicie dofinansowany przez samorząd wojewódzki jest arcydziełem. Może i jest, ale chętnych do jego oglądania w kinach nie ma. Frekwencję poprawi się pewnie seansami dla szkół, ale pytanie jak skutecznie promować nasz region pozostaje. Jeśli nawet filmowe „arcydzieło” nie wypaliło to już chyba tylko pozostaje zabrać się do rzetelnej roboty. W końcu naszym przodkom – bez piarowskich sztuczek – udało się wypromować poznański porzundek i gospodarność.

Skok terytorialny
Upłynęło sto dni rządów nowego prezydenta, głównie na spotkaniach, zapowiedziach i dziwnych pomysłach. A tymczasem miasto podupada. Z początkiem tego roku nawet Zielona Góra stała się większa od Poznania. Po prostu przyłączono do niej sąsiednie gminy pełne pól, lasów i zwierza wszelakiego oraz nielicznych mieszkańców. Tak oto powstała metropolia mogąca obszarem zakasować inne w kraju. Takiego dynamicznego rozwoju nieodległej Zielonej Górze pozazdrościł nasz nowy prezydent i ogłosił w mediach pomysł przyłączenia do Poznania kilku sąsiednich gmin, zwłaszcza tych bogatszych jak Suchy Las, Komorniki czy Tarnowo Podgórne. Ku niejakiemu zdziwieniu pomysłodawcy jego inicjatywa nie spotkała się z gorącym odzewem mieszkańców podpoznańskich wsi i miasteczek. Jakoś nie chcą oni docenić zaszczytu zamieszkiwania w Poznaniu i nad miejskie luksusy wolą swojskie gminne życie. Włodarze Powiatu Poznańskiego, skupiającego 17 podpoznańskich gmin, zaproponowali nawet żeby to Poznań przyłączył się jako 18 gmina do powiatu. Można zrozumieć argumenty władz Poznania przemawiające za rozszerzeniem granic miasta – chodzi głównie o nowe tereny do rozwoju oraz większe wpływy z podatków. Co jednak ma przekonać mieszkańców gmin do wejścia w miejskie struktury? Splendor zostania poznaniakiem to trochę mało. Zwłaszcza że grozi utrata samodzielności, wyższe opłaty i konieczność podzielenia się wpływami z miastem.
XXX
Pomysł na rozszerzenie Poznania jest więc równie dobry jak poprzednia prezydencka propozycja sprzedaży miejskiego stadionu, do którego utrzymania miasto wciąż musi dopłacać. Są to słuszne inicjatywy, tyle że mało realne. Oczywiście, stworzenie wielkiej i wspólnej aglomeracji poznańskiej ma sens, gdyż gminy i miasto wiele łączy, także problemy, które łatwiej byłoby rozwiązywać wspólnie. Wątpliwe jednak by powstała ona w drodze wchłaniania przez Poznań mniejszych sąsiadów. Prawnie, miasto i gminy są sobie bowiem równi i do ich połączenia w jeden wspólny organizm trzeba żeby dwoje chciało na raz, a jak wiadomo, z tym największy jest ambaras.
XXX
Gminy są zasobne i znają swą samorządową siłę. Dlaczego miałyby rezygnować z samodzielności i niezależności? Realniejszą drogą niż ich przyłączanie do wielkiego Poznania wydaje się zawieranie porozumień czy zawiązywanie związków celowych. Tworzone są one w niektórych sferach – komunikacji, kanalizacji czy gospodarce odpadami. Może nie wygląda to tak spektakularnie jak rewolucyjne rozszerzenie granic miasta ale przybliża nas do wspólnej aglomeracji.
XXX
Poznań wielokrotnie zmieniał swe granice i rozszerzał się na różne sposoby. Na początku obejmował tylko Stary Rynek i okoliczne uliczki. Śródka, Święty Marcin czy Św. Wojciech to już były tereny za murami miasta. Dopiero na początku ubiegłego wieku miastem stały się Jeżyce, Wilda czy Sołacz. 90 –lecie włączenia do Poznania obchodzą w tym roku Naramowice. A ostatni wielki rozwój Poznania nastąpił pod koniec minionego systemu, gdy takich operacji można było jeszcze dokonać bez pytania mieszkańców o zdanie. Wtedy do Poznania włączono Umultowo i Radojewo. Szanse, że obecnie uda się powtórzyć taki skok terytorialny są znikome. Ale może próbować trzeba?

Świecimy nowymi przykładami
Przedsiębiorca i cyklista z powołania, a prezydent miasta z wyboru poznaniaków nie próżnuje i sypie pomysłami jak z rękawa. Co jeden, to lepszy od drugiego. Pogniewany na podpoznańskie samorządy, które potraktowały z dezaprobatą (czytaj: olały) jego inicjatywę włączenia gmin w granice Poznania zapowiedział, że przekona ich do zmiany stanowiska tworzeniem… utrudnień na drogach wjazdowych do Poznania. Trochę sztucznych remontów, objazdów, korków i jak gminny lud w nich pocierpi to zrozumie i przyjdzie po prośbie do władz wielkiego Poznania. Makiaweliczny pomysł polityczno-komunikacyjnego szantażu nie znalazł uznania ani wśród mieszkańców gmin, ani Poznania, ani nawet wśród partyjnych kolegów. Po prawdzie jest też trudny do wdrożenia. Główne poznańskie trasy są tak kiepsko przejezdne, że chyba mało kto zauważyłby te specjalne prezydenckie utrudnienia. Jednak to, że taka myśl zrodziła się w tęgiej głowie wybrańca poznaniaków musi zastanawiać. Czym bowiem on nas jeszcze zaskoczy? I co będzie jak od beztroskiego rzucania nieprzemyślanych pomysłów przejdzie do równie zawadiackiego ich realizowania?
XXX
Ale na to raczej się nie zanosi. Nowa władza zajmuje się obecnie głównie sobą, czyli rozdzielaniem stanowisk, rad nadzorczych oraz inszych fruktów pomiędzy zasłużonych oraz tępieniem tych, którzy z różnych względów, często wydumanych, podpadli nowym władzom. Spadają więc kolejne głowy oraz trwają reorganizacje w miejskich instytucjach. Skutek taki, że nowi włodarze są tak mocno zaangażowani w prowadzenie wewnętrznych rozgrywek i pokazywanie, który z nich ważniejszy, że nie mają czasu na nic innego. A już zwłaszcza na rozwiązywanie rzeczywistych problemów miasta i jego mieszkańców.
XXX
Poznańskie Termy Maltańskie zażywają wątpliwej sławy jako miejsce telewizyjnego widowiska „Celebrity splash”, polegającego na tym, że osoby znane z tego, że są znane skaczą do wody. Spadają do basenu jak tam potrafią, jeden bokiem drugi brzuchem, ale zawsze ochoczo o tym opowiadają przed kamerami a licznie zgromadzona publika pod dyktando reżysera robi im aplauz. Chociaż może bardziej idiotów z siebie, gdyż za możliwość oglądania wyczynów celebrytów, słuchania ich opowieści oraz klaskania i wrzeszczenia na rozkaz muszą jeszcze kupić bilety. Odpowiedzi na pytanie dlaczego setki ludzi pchają się na termy by stać się trybikiem w telewizyjnej machinie i dlaczego potem miliony oglądają ten program na ekranie udzielić mogą chyba już tylko psychiatrzy.
XXX
W ogóle zapotrzebowanie na nich rośnie w Poznaniu w tempie zastraszającym. To przecież w naszym mieście były prokurator zabrał się do obrabiania banku, nożownicy atakują w tramwajach a przedsiębiorczy złomiarze kradną kilkadziesiąt pojemników z materiałami promieniotwórczymi. Zamiast rzetelnością i gospodarnością teraz Poznań będzie świecił takimi przykładami?

Kłopoty z prezydentami
Nie tylko w Poznaniu mamy kłopot z prezydentami. Wyłanianie kolejnego prezydenta Rzeczypospolitej też szło nam jak po grudzie. Kandydatów wprawdzie zgłosiło się aż jedenastu ale wybrać nie za bardzo było kogo. Na urzędującego prezydenta głosować trudno, bo akurat jego poprzez 5 lat urzędowania poznaliśmy, na pozostałych głosować też niełatwo, bo ich dla odmiany prawie wcale nie znaliśmy. Dopiero w kampanii sobie rozpoznawalność budowali i to chyba z miernym skutkiem. Poza jednym wyjątkiem – Pawła Kukiza. Aktor i artysta okazał się całkiem dobrym politykiem. Zgarnął głosy głównie ludzi młodych i niezadowolonych, ale teraz żeby zwalczać „partiokrację”, którą z takim powodzeniem krytykował, sam będzie musiał zorganizować coś na kształt partii i wystartować w jesiennych wyborach parlamentarnych.
XXX
Wyborcom decyzji przy urnie nie ułatwiał przebieg trwającej od wielu tygodni kampanii, która w zgodnej opinii była nijaka i nie wiadomo o co chodziło pretendentom. Mieli bowiem spore kłopoty ze wskazaniem głównych tematów oraz swych celów. Wielu istotnych zagadnień, i to niestety z pomocą mediów, unikali by nie zrazić potencjalnych wyborców. Ale jak nie wiadomo o co chodzi, to już dobrze wiadomo, że chodzi o pieniądze i konfitury. A funkcja głowy państwa niesie ich wiele. Jest więc o co zabiegać. Tym bardziej że prezydent ma spore uprawnienia konstytucyjne a uzyskany w wyborach bezpośredni mandat daje mu liczne możliwości wpływania na bieg spraw. Przecież nie po to bawimy się w długą i kosztowną kampanię oraz powszechne głosowanie by wybrać kogoś do pilnowania żyrandola i przyklepywania wszystkich ustaw jak leci.
XXX
W Poznaniu daniem głównym tegorocznej majówki prezydenckiej była dymisja wiceprezydenta Jakuba Jędrzejewskiego. Cudowne dziecko Platformy Obywatelskiej sprawowało urząd ledwo kilka miesięcy. Jednak ustąpić musiało za „dokonania” w poprzednio kierowanej spółce Szpitale Wielkopolski. Powołano ją przede wszystkim do budowy szpitala dziecięcego ale generowała milionowe straty i zajmowała się głównie, jak wynika z informacji prasowych, organizowaniem festynów, własną promocją i wspieraniem zaprzyjaźnionego z jej ówczesnym prezesem a potem wiceprezydentem klubem fitnessu. Wyciągnięcie starych faktur i kolejne publikacje w mediach zachwiały karierą polityka młodego ale już mocno zadufanego. Czy go czegoś nauczyły? Wątpliwe, do nieprawidłowości się bowiem nie przyznaje i nawet zaczął oskarżać partyjnych kolegów, a ze stanowiska ustąpił jedynie „w trosce o efektywność zarządzania miastem”. Rzeczywiście, „efektywność zarządzania miastem” powinna budzić niepokój. Jeśli bowiem ludzie tak lekko szastający wspólnymi pieniędzmi są promowani i powoływani na stanowisko wiceprezydenta a potem przez kilka miesięcy robią w mieście co chcą, to jakie mogą być skutki ich „właaadzy”? Czy prezydent Poznania, radni i partyjni kolesie, którzy wybrali takiego wiceprezydenta kontrolowali i akceptowali jego poczynania, czy też za jakiś czas na jaw znowu wyjdą jakieś dziwne decyzje oraz podejrzane faktury? Ale jakie to ma znaczenie, skoro za swe „dokonania” dostał na odchodne – w ramach „partiokracji”, z którą tak ostro walczy P. Kukiz – intratne stanowisko w Radzie Nadzorczej MPK. No tak, dowiódł przecież, że na spółkach to on się zna